środa, 13 września 2017

Hausfrau

Hausfrau - Essbaum Jill Alexander

Jak to nieraz bywa - z pewną taką nieśmiałością sięgnęłam po tę niewielką książkę. Lecz w środku - wielka treść. Opowieść kobiety o jej życiu, problemach, pragnieniach, żądzy, upadku. Pełno tu intymności, gorzkich prawd, wstydliwych, złych wyborów.
Anna jest introwertyczką, zagubioną w swoich myślach kobietą przed 40-tką, depresyjną osobą, która w zasadzie nie wie czego chce, czego pragnie. Wydaje jej się, że tylko sex, przeglądanie się w oczach obcych mężczyzn da jej ukojenie i wewnętrzny spokój. Lecz życie brutalnie weryfikuje to jej przekonanie.

Powieść pełna napięcia, emocji, seksualności, tłumionych pragnień i rozterek. Intymna spowiedź kobiety, która nie potrafi poradzić sobie z własną wrażliwością, bólem duszy, która nie wie w którą stronę pójść - dobrej matki i wiernej żony, zadowolonej ze swojego życia czy w stronę bezwstydnych zdrad, sexu, który przynosi odprężenie i chwilową radość i spełnienie.
Anna jest żoną i matką. Mieszka w prawdzie w obcym kraju, ma kłopoty a komunikacją w języku ojczystym swego męża, ale jest, a właściwie powinna być szczęśliwa. Ma udane dzieci, kochającego męża, teściową, która zawsze śpieszy z pomocą, pieniądze. Tylko, że to wszystko fasada, obraz zewnętrzny. Za nim jest kobieta z ...zaburzoną akceptacją siebie samej. Anna jest samotna, przygaszona, smutna, sfrustrowana. Nie umie ani zaaklimatyzować się w świecie, w którym przyszło jej żyć. Nic jej nie cieszy, nie umie i nie chce nawiązywać nowych znajomości, nie zajmuje się zbytnio ani dziećmi ani domem. Czas przelewa jej się przez palce na rozmyślaniach i sesjach terapeutycznych, na których też nie jest szczera. Anna nie potrafi, nie umie wybrać swojej drogi. Nie umie podjąć decyzji. Swoje frustracje, leki leczy, zagłusza przypadkowym seksem. Nie jest wybredna, godzi się na każdy seks i na każdego mężczyznę. Tylko podczas tych spotkań się odpręża, zapomina o swoim życiu, może staje się kimś innym. Lecz ciągle goni za czymś nowym, za kimś następnym, każdy związek kiedyś musi się skończyć. Wszystko się kiedyś kończy - niewiedza męża o jej tajemnych schadzkach też, szczęście rodziny również. To wówczas Anna dostrzega w jakiej pustce żyje. Nie ma nikogo kto by ją wsparł, pomógł, zrozumiał. Nie ma dla niej wybaczenia, nie ma powrotu.

Książka pełna intensywnych uczuć. Pełna pytań, często bez odpowiedzi.
Dla mnie rewelacyjne studium kobiecej psychiki.

Nie jest to łatwa lektura, ale osobiście bardzo lubię taki styl. Zapada w pamięć, zmusza do myślenia.

wtorek, 8 sierpnia 2017

Był dom...

"Był dom..." - Anna Szatkowska

Kossakowie fascynowali mnie zawsze. Przeczyłam o tej rodzinie sporo, ale jakoś do tej pory nic o drugiej linii wywodzącej się od brata bliźniaka Wojciecha Kossaka czyli Tadeusza. Książki Zofii Kossak też nie bardzo były w moim guście. Lecz wspomnienia to co innego. Przeczytałam z zaciekawieniem, wielkim podziwem i...pokorą wobec odwagi, zaangażowania w pomaganie ludziom, konspirację i ratowanie Żydów. Wspomnienia Anny z powstania są potworne. Trudno sobie wyobrazić co musiała przejść 15-dziewczyna - sama, głodna, wykonująca rożne zadania ponad siły fizyczne. o psychice trudno mówić, gdy widziała same trupy, a każda chwila mogła być jej ostatnią. Trudno sobie wyobrazić, jak po czymś takim można wrócić na miejsce rzezi i prawie po roku wrócić na miejsce rzezi i uczestniczyć w ekshumacjach. "Nagrodą" za to poświęcenie była przymusowa emigracja.
Przy całej tej tragedii, Anna nadal zachowała humor, pogodę ducha i starała się żyć normalnie.
Mimo, że w całej książce jest sporo o ludziach z otoczenia bliższych i dalszych krewnych, a nawet obcych osób,którzy pomagali całej rodzinie to prawie nie ma nic o relacjach z krakowską, przecież najbliższą rodziną. Przecież Magdalena Samozwaniec też mieszkała w W-wie, przecież Maria Jasnorzewska mieszkała i zmarła w Londynie. Przecież Wojciech Kossak miał kontakty i znajomości w Krakowie...Nic nie mogli zrobić, pomóc ? Zofia była czynną konspiratorką, była na Pawiaku, była w Oświęcimiu. Małoletnia Anna tułała się po obcych domach. Chora babcia zmarła podczas powstania. Syn Zofii zmarł w obozie śmierci. Mąż był w obozie nienieckim. I nikt im nie pomógł? Chyba nie, jeśli nie ma nawet małej wzmianki o tym. Dlaczego? Może kiedyś się dowiemy.
Książka warta uwagi.

środa, 5 lipca 2017

Kartki z okazji narodzin

Obrodziło dziećmi w mojej rodzinie w tym roku...

Pierwsze karteczki zrobione. Kolejne - może zdążę. Niestety, mam teraz inne zajęcia, bo jak to w życiu jest: jedni się rodzą, a drudzy...kończą powoli swą drogę...

środa, 24 maja 2017

Powidoki




Powidoki - Polska, 2016
reż: Andrzej Wajda
gł. role: Bogusław Linda, Bronisława Zamachowska, Krzysztof Pieczyński, Zofia Wichłacz


Ostatni film A.Wajdy. Chciałam go zobaczyć, bo ciekawa byłam jak przedstawił życie artystów, którym przyszło żyć w okrutnych czasach stalinizmu.
Treścią filmu są ostatnie lata życia Władysława Strzemińskiego. Był artystą trudnym, i jako twórca, i jako człowiek. Żył wg własnych ideałów i przekonań i mimo wolnej Polski, wolny nie był. Stalinizm umiejętnie niszczył takie jednostki jak on. Nie mógł malować jak chciał, nie mógł mówić co chciał, nie mógł nauczać jak chciał. Jego opór był tępiony odebraniem pracy, kartek żywnościowych, legitymacji związku artystów polskich. Niszczone są jego prace. Upodlony, zwyczajnie po ludzku głodny, zmuszony był podjąć pracę jako dekorator wystaw. Jednak czasy nędzy, wojny, kalectwo spowodowały, że pojawiła się gruźlica, która wówczas była śmiertelna. Tak jak jego żona, umiera w zapomnieniu i totalnej nędzy.
Kobro, jego żona i wielka artystka jest tu prawie nieobecna. Umiera w strasznych warunkach, takiej umieralni dla bezimiennych. Po jej śmierci,
14 czy 15 letnia córka zostaje zmuszona do opuszczenia mieszkania. U ojca tez nie ma czego szukać. Trafia do domu dziecka. Jest nad wyraz dojrzała. Opiekuje się obojgiem rodziców do ich śmierci. Aż dziw, że przeżyła to piekło lat 50-tych i zdobyła wykształcenie.

Film jest pełen obrazów zapadających w pamieć, chwytających za serce - okrutnych i wzruszających.
Chyba najbardziej wstrząsnęła mną taka znieczulica statystycznych ludzi. Nie płacisz to zabiorą ci talerz z zupą sprzed nosa. Nie masz matki to wyrzucą Cię z mieszkania. Buty i biała bluzkę dostaniesz tylko na 1 maja a potem oddaj. Dziecko ma jedną bluzkę, jeden płaszcz i dziurawe buty, a idąc za trumną matki przekłada czerwony płaszczyk na podszewkę, żeby było bardziej żałobnie. Nie masz legitymacji twórcy nie kupisz farb do malowania. Awangarda, odmienność, swobodne myślenie - nie mają prawa bytu. Artyści tworzą do szuflady, jak Przyboś, wspomniany w tym filmie
A do tego - inwigilacja, cenzura, agitacja.

Warto zobaczyć. Uczy pokory. Szkoda, ze nie było więcej o jego żonie, Katarzynie Kobro. Jej życie było jeszcze bardziej tragiczne, bo związek z W.Strzemińskim należał do wyjątkowo wyniszczających. Jeśli ktoś czytał jakieś wzmianki o tym małżeństwie Kobro-Strzemiński wie, że reżyser zrobił trochę laurkę artysty. Strzemiński nie był ideałem, a wręcz określany był mianem psychopaty. Ale to już inna opowieść

B.Linda - bardzo przekonywujący w tej roli. Zofia Wichłacz prześliczna.





wtorek, 2 maja 2017

Szaleństwo i miłość

Camilla Grebe - Stąpając po cienkim lodzie

Thriller psychologiczny.Może nie jakiś "odkrywczy", ale zgrabnie napisana historia w chłodnym, skandynawskim klimacie.
Emma, sprzedawczyni w pewnym sklepie z odzieżą pewnego dnia poznaje swojego szefa. Znajomość z Jasperem przeradza się w trwały związek. Niestety, mężczyzna nie pojawia się na kolacji zaręczynowej. I od tej chwili w życiu kobiety następują dziwne zdarzenia, o które kobieta oskarża Jaspera. Sprawa kryminalna zaczyna się gdy w mieszkaniu tegoż biznesmena policja znajduje ciało młodej kobiety. Mord jest brutalny - ktoś odciął jej głowę. Sprawa jest trudna i podobna do podobnego zabójstwa sprzed 10 lat. Pomocy w śledztwie udziela Hanna. Mimo swojego problemu zdrowotnego i zamętu w sercu z powodu spotkania w ekipie śledczej Petera, z którym miała romans przed laty, powoli naprowadza zespół na motyw przestępstwa. Kolejne wydarzenia i ofiary prowadzą jednoznacznie w kierunku...

Mimo, że szybko dowiadujemy się kto zabił, nie zniechęca to do doczytania książki do końca. Ciekawe jest w zasadzie dlaczego doszło do takiego morderstwa. Co spowodowało taki rozwój wypadków. Czy to miłość, a może zemsta, a może strach - co spowodowało, że doszło do takiej tragedii.
Ciekawy jest też wątek wzajemnej relacja pomiędzy Hanną i Peterem. Życie każdego z nich to temat na osobną powieść. Może już bardziej psychologiczną - może nawet ciekawszą niż morderstwo i śledztwo.
Wydaje mi się, że autorka nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i możemy liczyć na kontynuację losów tej pary.

A tu bardziej profesjonalna recenzja.

http://3telnik.pl/stapajac-po-cienkim-lodzie-camilla-grebe/




środa, 19 kwietnia 2017

Muzyka i miłość

Naga cytra - Shan Sa

Nie ma co ukrywać, że lubię literaturę orientalną.
Ta niewielka książka wpadła mi w ręce przez przypadek - jakiś defekt kupiony na wyprzedaży.
Mile mnie zaskoczyła. To właściwie 2 historie, a łączącym je elementem jest kobieta i cytra, i miłość do muzyki. W V wieku młoda dziewczyna, wysoko urodzona, zostaje uprowadzona z bogatego domu przez najeźdźców przejmujących władzę. Przyjmuje z pokorą swój los i męża i w kolejnych fazach swego życia zmaga się z samotnością, narzuconymi obowiązkami i nakazami. Cytra i muzyka jest jej przyjemnością, wytchnieniem, zapomnieniem o smutkach. Ambitny mąż czyni ją cesarzową, kupczy dziećmi i wszystko zaprzedaje zdobyciu władzy absolutnej. Ta władza niszczy i jego i jego rodzinę. Kobieta szuka schronienia i zapomnienia w klasztorze, lecz i tam dopada ją polityka.
Jej historia ożywa w kolejnym wieku, gdy młody lutnik za namową miejscowego bandyty zakrada się do grobowca na terenie klasztora i kradnie jedyną cenną rzecz czyli wieko z trumny mniszki. Jego ręce i umysł tworzą nie tylko cytrę, ale i wskrzeszają ducha kobiety, w której lutnik zakochuje się bez pamięci.

Piękna, poetycka opowieść o miłości na tle historycznych i obyczajowych wydarzeń. Cytra jest tu wyrazem bogactwa i splendoru, przedmiotem pożądanym przez wielu, atrybutem wysoko urodzonych. Muzyka wykonywana na tym instrumencie opowiada historie, pozwala marzyć, uspakaja,ale też rozpala zmysły - jest wyjątkowa.

"Cytra jest początkiem człowieka, a nie ozdobą jego talentu. Cytra nie gra dla rozrywki, ona budzi refleksję. Człowiek mądry gra na cytrze dla siebie, z dala od towarzystwa. Cytra kształtuje umysł, oczyszcza serce, wysubtelnia gust, wykuwa charakter, zmienia osobowość. Przyjemność, jaką daje, jest umiarkowana, bo jest nie do opisania i nieuchwytna. Cytra ożywia umysł i rozprasza złudzenia..."